Rozważania nr.75

Witam wszystkich cieplutko, mam dziś natchnienie, więc pisze kolejną historię z mojego życia. Był taki czas w moim życiu, że byłem z różnymi kobietami. Jedna gdzieś mi utkwiła w pamięci. Byliśmy rok ze sobą, po czym zerwaliśmy ze sobą. Bardzo chciałem z nią być,ale musiałem sam sobie wybaczyć i ona musiała. Po prostu zdradziłem ją, trochę sobie na to zasłużyła, bo pokazała mi że dla niej dyskoteka ważniejsza jest ode mnie. Nie chce wchodzić w szczegóły jak do tego doszło. Po prostu chciałem odreagować i poszłem na złą imprezę i stało się.Zależało mi na niej bardzo, myślałem o niej poważnie. Tak naprawdę czekałem, że się odezwie pogadamy, może wrócimy do siebie. Jednak było tak, że spotkaliśmy się, ale rozmowa nie była miła. Czemu tak było ponieważ się dowiedziałem, że z kimś była po mnie, zamiast poczekać przemyśleć i się spotkać,dać sobie szanse. Wyjechała do innego miasta,nie miałem z nią kontaktu. Przyszedł jednak moment, że chciałem z nią pogadać i się spotkać, gdy emocje opadły. Zadzwoniłem do niej, ale odebrała jej siostra, powiedziała tylko, że nie ma jej i raczej ze mną się nie spotka. Chciałem ją zaprosić na wesele, na które miałem iść i tam porozmawiać, może wróciły by wspomnienia jak byliśmy razem. Szczerze mówiąc liczyłem na to. Siostra potraktowała mnie olewająco. Wkurzyło mnie to, ale co mogłem zrobić. Nie miałem kontaktu z nią. Później jednak zachorowałem i odbiło mi, miałem żal do tej siostry. Któegoś razu wsiadłem po prostu w auto i jechałem do niej, nie mówiąc nikomu gdzie jadę. Jechałem jak szalony z dużą prędkością i pod prąd czasem. Miałem dość życia, nie dbałem wtedy o nie. Po prostu jechałem z muzyką lecącą z głośników, mknąłem do niej. Zajechałem gdy było ciemno, możliwe że deszcz lekko kropił, ale tego nie pamiętam. Zachowywałem się jak szaleniec z miłości. Podjechałem, otworzyłem bagażnik i wyjąłem klucz od kół. Zamachnąłem się i rzuciłem prosto w szyby. Chyba się posypały ja wolnym krokiem wsiadłem do auta i odjechałem, jeszcze bardziej wkurzony. Tak naprawdę złość wyładowałem, choć na krótko. Teraz patrząc na to, to głupie, jechać 80 km, żeby komuś szybę w domu wybić, ale wtedy oszalałem z miłości. Może bym nie pojechał, ale dowiedziałem się, że ma kogoś i że to poważne. Jak szłem koło kościoła to wydawało mi się, że dzwonia na jej ślubie z innym facetem i tak w końcu gdzieś było. Mało co nie weszłem do kościołą na czyimś ślubie i bym przerwał ślub, mimo tego że jej tam nie było. Wszedzie ją widziałem, to była chora milość. Nie dawało mi to spokoju, dopiero jak im wybiłem szybę się uspokoiłem. Wracając od niej jakieś laski z dyskoteki stały i chciały podwieźć. Podwiozłem, ale jechałem jak szalony, pewnie drugim razem do nikogo nie wsiadły po mojej jeździe. Wróciłem do domu późno, położyłem się spać i zapomniałem.. Później się dowiedziałem, że wyszła za mąż i dałem sobie spokój, bo nie ładuje się w związki. Kochałem ją nadal mimo, że miała swoją rodzinę, ale nigdy nie probowałem się skontaktować z nią. Przez lata nie mogłem się z nikim związać, bo wciąż kochałem ją. Żadna laska w moich oczach nie była jak ona i nie doruwnywała jej. Temu później dałęm sobie spokój z laskami,bo to nie miało sensu skoro nadal ją kocham. Czasem ta miłość pomagała mi przetrwać trudne chwile w życiu, ale nie pozwalała sobie ułożyć życia, bo żyłem przeszłością. Chciałem to zmienić w końcu. Jednak by zmienić coś musiałem z nią porozmawiać. Przez lata nie miałem kontaktu z nią ,ale w dobie internetu i facebooka znalazłem ją. Miałem wtedy czterdzieści lat. Pogadałem z nią w końcu. Powiedziała mi, że tata jej zmarł, że mąż bił wzięła rozwód. Rozmowa byłą fajna, ale ja później troche to zepsułem, zrobiłęm się natarczywy. W końcu znów mi odbiło zacząłem myśleć, że jej dzieci to także moje, powiedziałem, że chce zobaczyć dzieci. Tak naprawdę to nie moje dzieci, ale z tego sprawę zdałem sobie później. Póki nie zdałem myślałem, że to moje dzieci i chciałem je zobaczyć i poznać. Raz mi odwaliło, poszłem do sklepu kupić moje ulubione czekoladki wydawało mi się, że spotkamy się, chciałem ją poczęstować. Stanąłem pod swoim blokiem z czekoladkami i stoje, ktoś wezwał w końcu policję. Przyjechali mówią, żebym psozedł do domu ja się uparłem, że póki z żona nie porozmawiam nigdzie nie ide, będę tak stał. Oni się zapytali czy mam żonę, w końcu mnie olśniło i mówię nie wiem. Do domu jednak nie wróciłem wezwali karetkę i zabrali mnie do szpitala. Musiałem dojść trochę do siebie, w końcu wyszłem i nadal ją kochałem.W sylwestra wysłałem jej audycje, którą nagrałem dla nniej. Wyszłem z domu by jechać do miasta. Jakaś laska szła podeszła do mnie zaczęła mnie obejmować, coś mówiła, ale miałem słuchawki na uszach nic nie słszyałem, ale chyba składała życzenia noworoczne. Pojechałem do miasta, chodziłem po barach i piłem,w końcu wróciłem do domu. Położyłem się znalazłem jej profil i zacząłem do niej pisać. Pisałem różne bzdury,w końcu oświadczyłem jej się, nic mi nie odpisała na żadne słowo,może profil był nie aktywny nie wiem. Pierwszy raz w życiu komuś się oświadczyłem, nawet miłe uczucie pisałem wtedy dużo ciepłych słów. Później przeprosiłem ją za wszystko co pisałem i za moje zachowanie. Straciłem nadzieję na wszystko. Spróbowałem się z nią kontaktować później ale już traktowałem jak koleżanke. Jednak ona miała mnie dość, po prostu jak coś jej wysłałem z mego żcyia zablokowała mnie,wtedy zrozumiałem, że miała mnie głęboko gdzieś, miłość w tym momencie odeszła ze mnie.Wtedy się dowiedziałem kim byłem dla niej. W końcu wyzdrowiałem z chorej miłości. Teraz jest dla mnie powietrzem,takim jak ja byłem dla niej przez te wszystkie lata. Chciałem opsiać tą historię byście zrozumieli, że nie warto żyć przeszłością, marzeniami, miłościami tych których nie ma. Zmarnujecie sobie tylko życie jak ja część swojego. Żyjcie tym co tu i teraz, tym co dzieje sie w tej chwili. To osoby, które stoja obok was w tym momencie są dla was ważne nie ktoś inny.Tym akcentem kończę swoją opowieść, miłego wieczoru.

 

Kwintesentny

 

<< Wróć do strony głównej

07 października 2020